....

niedziela, 8.listopada.2009, 18:32
Tunele ciągnące się pod kontynentem były długie, bardzo długie. W ogromnych grotach zbudowane zostały miasta mrocznych elfów tworzyły się zgrane społeczności, oparte na władzy silniejszego. Ciemne elfy przyzwyczaiły się do braku słońca, w podziemnych jaskiniach stworzyły cywilizacje przesiąkniętą przemocą i okrucieństwem. I tak jest od tysięcy lat, miasta upadały , toczyły wojny lub jakiś kataklizm przyczynił się do ich zguby. Khal’ar było małym miastem w porównaniu z ogromnymi metropoliami na północy lecz nie na tyle małym by się z nim nie liczono. Rządząca nim władczyni trzymała twarda ręką poddanych , ok. 5 tysięcy elfów zebranych w kilku małych jaskiniach było podzielonych na domy stojące w określonej hierarchii ważności. Terfl’lr był domem należącym do klasy średniej, nie liczył się w walkach o wyższą pozycje, a miał też zbyt mało wojska by ja sobie wywalczyć. Lecz jego siła polegała na władaniu informacja a także wyszkolonymi zabójcami którzy swoimi umiejętnościami skutecznie odstraszali innych od zakusów na dom Terfl’lr . Emirade , matrona tegoż domu była elfką w wieku średnim. Krótkie włosy i potężnie zbudowana sylwetka nadawały jej wygląd mężczyzny , miała też taki charakter. Zawsze sroga i pamiętająca o wszystkim twardo stąpała po ziemi. Większość jej dzieci była zabójcami i informatorami, wspomaganymi magia by mogli widzieć i słyszeć rzeczy które miały pozostać niezauważone przez nikogo. Lecz teraz Emirade była skupiona na czym innym, leżała na posłaniu ze skór owinięta magia uśmierzająca ból jak kocem, starając się jak najszybciej pozbyć się dziecka które właśnie przychodziło na świat. Asysta jej najstarszej córki a także kapłanki, jednej z nielicznych , przyśpieszyły ten rytuał. „Nareszcie...”- stęknęła z ogromna ulga czując że dziecko wyszło całkowicie z jej ciała. Była to dziewczynka, naga i płacząca. „Zwę Cię Shard’’ -zwracając się do dziecka, powiedziała w ciszy , „Differe na tobie pokładam obowiązek wychowania jej”- to powiedziawszy umilkła straciwszy przytomność. Tego samego dnia zmarła. Nikt jej nie żałował a brak przywódcy został natychmiast uzupełniony przez Differe, najstarsza córka choć miała wychowywać Shard nie przykładała się do tego. Nie mogła oddać jej na wychowanie Cysoll bądź Ertiil, swoim siostrom, gdyż oznaczało to złamanie ostatniej woli Emirade, a to nie był by dobry początek jej kariery matrony. Shard była zaniedbywana i poniżana. W wieku 7 lat, niewychowana, w rażący sposób okazywała brak szacunku dla starszych i jakichkolwiek zasad. Była za to bita i jeszcze bardziej poniżana, nie odzywała się do nikogo bez potrzeby. Całe dnie przesiadywała w kuchni a także w magazynach unikając swojej rodziny. Bawiła się tam wszystkim co znalazła od noży , którymi się często kaleczyła po szczapki drewna i przepisy na wino z dispersji. W takim stanie dotrwała do wieku 15 lat. Z wielka ulga dla Differe odstawiła ja do akademii magii. Była tam przez kilka cykli ale okazała się kompletnym beztalenciem, nawet najprostsze sztuczki przychodziły jej z trudem. Dziwnym trafem przeniesiono Shard do akademii wojowników. Z dnia na dzień zmieniła lekkie ubranie na tarcze i miecz. Treningi na arenie, na początku wyczerpujące i żmudne zaczynały się jej podobać. Przez 10 lat uczyła się walki wszystkim co miała pod ręką od kusz po miecze. Choć nie była niepokonana to ukończyła akademie. W domu została przyjęta niechętnie. Differe już dawno nie żyła, zabita przez Ertiil. Shard została na przywitanie wychłostana za swoją nieumiejętność do magii. W ciągu następnych dni gdy odzyskała przytomność, skierowana została do swojego brata Zahiela, którego nawet nie znała. „ Nauczę cię tego czego co przekazuje my sobie z pokolenia na pokolenie, chwytów, mocy, uderzeń. Wszystko czego się dowiesz ode mnie możesz przekazać jedynie innym członkom naszej rodziny. Zdradzenie jakichkolwiek sekretów na zewnątrz zakończy się twoją śmiercią której sam osobiście dopilnuję.”- obojętność wyczuwana w tych słowach a także drwina ze śmierci widoczna w zachowaniu tego elfa spodobały się młodziutkiej Shard. Polubiła zarówno brata jak i małą salkę w której odbywała ćwiczenia. Wiele razy gdy kaleczyła się bądź upadała, słyszała ten sam obojętny pozbawiony uczuć głos - „nauczysz się , praktyka czyni mistrza”. Mała salka stałą się jej domem, nie wychodziła z niej, nie czuła takiej potrzeby. Ćwiczyła dzień i noc aż do opadnięcia z sił. Na początku łukiem który zdobył jej sympatię ale później zobaczyła dwa bliźniaczo podobne miecze. Pokochała je. Często widziała Zahiela z dziwną mina przyglądającego się jej z dwoma mieczami w rękach. Choć Zahiel nie pochwalał wyboru Shard jednak uszanował go. Uczył ją pchnięć, uników i wszystkiego co się może przydać w walce. I tak mijały tygodnie, miesiące a z czasem i lata. Zaczął dawać Shard rozmaite misje. Zdobyć określoną informacje, wykraść dany przedmiot, lub po prostu odnaleźć określoną osobę ukrytą w mieście. Był to okres poznawania Terfl’lr a także dojrzewania Shard. Osiągając wzrost mężczyzny przeradzała się w dorodną elfkę. Pociągła twarz, smukła sylwetka a także długie nogi sprawiały ze przyciągała wzrok płci przeciwnej. Sama często czuła w głębi serca że sam Zahiel nie patrzy na ćwiczone przez nią uderzenia ale na jej ciało. Pewnego dnia będąc w mieście dostała zlecenie od nieznajomego , morderstwo. Wiedziała że jeśli Zahiel się dowie może się to dla niej źle skończyć, jednocześnie jak by się udało uzyskała by uznanie. Zgodziła się. Ofiarą był jakiś mag. Jednak spotkany na ulicy cel, nie był taki bezbronny jak jej mówiono. Ofiara spodziewała się ataku. Choć starała się uśmiercić maga za pierwszym strzałem, nie udało się, strzała z łuku chybiła. Reakcja była natychmiastowa, potok słów i nagła mgła. Reszty nie pamięta dokładnie, wbiegła w mgłę mieczami w rękach. Słyszała inkantacje..., jakieś ciało.., mur.., zamach, pchnięcie i zapach krwi..., inkantacja ucichła, potknęła się o coś, upadła , wyturlała się z mgły i wbiegła z powrotem, wiedziała że mag nie żyje lecz był tam coś jeszcze... ciemność. Obudziła się w jakimś korytarzu przykuta z rękoma przykutymi łańcuchami do skały. Nie wiedziała ile dni minęło. Leżała , cała obolała i posiniaczona, wciąż w swojej lekkiej zbroi ale podartej w wielu miejscach że były to właściwie jej strzępy.
-No i masz co chciałaś, w tym mieście nie ma rzeczy o których nie wiem. Jak widać jeszcze się tego nie nauczyłaś i już nie nauczysz - powiedział, podchodząc do leżącej siostry.
Znała brata wystarczająco dobrze i wiedziała że nie ma już dokąd uciekać, a jeszcze te kajdany. Nie bała się śmierci , jej życie oprócz chwil spędzonych na treningach z bratem było bezwartościowe, nie miała przyjaciół ani rodziny z którą była by związana. Jedynym uczuciem a raczej sentymentem darzyła swoją broń.
Zahiel ukucną przed nią i bawiąc się sztyletem, podziwiał jej ciało.
- Widzisz ten tunel - zapytał , wskazując od niechcenia trzymanym nożem
- Ja Cię uwolnię a TY pójdziesz nim i nigdy nie wrócisz, jeśli wrócisz każdy kto Cię zobaczy zginie szybko a Ciebie zostawię sobie na koniec byś mogła poznać prawdziwe oblicze bólu -
Shard patrzyła na tunel, nie wiedziała gdzie prowadzi ale wiedziała że jej dotychczasowe życie się skończyło
- Gratulacje udanego zlecenia - przerywając jej rozmyślenia - o to Twoja zapłata, potrącone o koszty wykupienia Cię z niewoli rodziny Darr - kładąc przed nią kilka monet - a także inne koszty..
- Co jest na końcu tego tunelu ? - zapytała głosem tak słabym że sama była zaskoczona jego brzmieniem.
- Świątynia Shilen a także powierzchnia- mówiąc to obojętnym głosem
- ..ale.. ja nigdy nie byłam na powierzchni, znam ja tylko z opowiadań i książek.- urwała patrząc w tunel
-Zawsze mogę Cię zabić tu i teraz, wybieraj
-A jak się wytłumaczysz że straciłeś uczennice? Doskonale wiesz że każą Ci mnie szukać, mogę wrócić w każdym momencie do miasta i opowiedzieć o tej propozycji - zapytała ciekawa odpowiedzi brata
- Nie utrudniaj , jeśli wrócisz do miasta dowiem się o tym pierwszy ... zatem jak będzie ? - zapytał wstając ze sztyletem w ręku, znudzony tą rozmową
- Życie na powierzchni albo śmierć tu i teraz, wybieraj
- Powierzchnia -westchnęła zrezygnowana ,
- Nie chce Cię zabijać, już wystarczająco wiele osób z własnej rodziny posłałem do diabła ,choć większość na to zasłużyła, ale jeśli tak bardzo chcesz do nich dołączyć , wystarczy powiedzieć” - uśmiechając się szeroko, zaczął odchodzić
- Miałeś mnie rozkuć- przypomniała , widząc znikającego za załomem skalnym brata.
Po chwili wrócił niosąc plecak , jakieś wytarte ubranie, łuk a także dwa krótkie mieczyki które tak polubiła podczas treningów. Podchodząc zanucił coś i kajdany opadły na ziemie.
-Masz, i pamiętaj bo ja na pewno nie zapomnę - tymi słowami pożegnał siostrę, rzucając wszystkie te rzeczy u jej stóp, poszedł tunelem w przeciwną stronę i znikając za zakrętem.
Shard klęczała na ziemi, przeglądając plecak i oglądając łuk, znalazła znajome z czasów dzieciństwa, buteleczki uśmierzające ból i jednym haustem opróżniła jedną z nich. W głębi duszy zastanawiała się ilu osobom, Zahiel dał taki wybór jak jej.
-Nieważne -powiedziała, zakładając długi płaszcz, plecak i biorąc łuk w rękę. Ruszyła korytarzem ku powierzchni nie oglądając się za siebie , czując na sobie wzrok brata.........


Tunel był długi i w miarę szeroki, poprzecinany poświatą światła sączącego sie leniwie do jego wnętrza. Szła szybko licząc na to ze Zahiel się nie rozmyśli. Choć kaptur z płaszcza spełniał doskonale swoje zadanie kryjąc czułe oczy Shard przed promieniami słonecznymi to jej twarz i tak była zalana łzami powodowanymi blaskiem jak i wspomnieniami o treningach z Zahiela , o broni i o mieście, pięknym ale jednocześnie niebezpiecznym.
-Było minęło, i już nie wróci - powtarzała uparcie. Jej własne myśli wymknęły sie jej z pod kontroli, były ograniete walką pomiędzy chęcią powrotu do tego co zna jak i chęcią poznania tego co kryje się na powierzchni.
Ciekawość pchała ja na przód a strach jaki czuła przed nieznanym zmuszał do powrotu. Dziesiątki myśli jakie krążyły w jej myślach, skutecznie odcinały ja od rzeczywistości.
Idąc tunelem, w głębokim zamyśleniu nie dbałą o to ile czasu minęło i ile już przeszła.
Jednak niespodziewanie coś wyrwało ja z sideł własnego umysłu - coś kopnęła.
"Co do cholery"- powiedziała automatycznie widząc że przedmiotem przerywającym jej kompletacje była elfia czaszka.
Rozejrzała się dokoła i język utkwił jej w gardle a ciarki przeszły po plecach. Choć tunel miał jedynie szerokość 3 wozów ustawionych obok siebie nie przeszkodziło to elfom w stoczeniu tu bitwy.
Wszędzie dookoła widniały ślady po kwasie i ogniu. Tunel przed nią był zasłany kośćmi zarówno elfów, goblinów jak i innych stworzeń których rozpoznać nie potrafiła. W to pobojowisko doskonale można było rozpoznać połamane topory, sześciometrowe lance i inne resztki broni wystające ze ścian.
Cicho i w pełnym skupieniu Shard podeszła do fragmentu sufitu ponabijanego kolcami leżącego w tym momencie na małym stosiku kości. Kawałek skały był ponabijamy metalowymi kolcami długości metra, pod nim znajdowało kilka połamanych czaszek goblinów.
Dziesiątki uaktywnionych pułapek, dywan kości i czaszek, spalone i zdeformowane ściany, a także setki opierzonych strzał jak i bełtów leżących licznie miedzy kośćmi doskonale świadczyły o tym ze ktoś albo chciał tu wejść albo z stąd wyjść, tak czy inaczej znalazł godnego siebie przeciwnika.
Ogarnąwszy to wszystko szła teraz ostrożniej skupiona na drodze stąpała po kościach tak by narobić najmniej hałasu , uważając jednocześnie by nie aktywować jakiejś zapomnianej pułapki. Choć szła najszybciej jak mogła to tunel ani pole bitwy nie miały końca. Kilka razy spadające ostrza a także strzały wyskakujące ze ścian dosięgły ja. Płaszcz był podarty na ramionach, kaptur ledwo się trzymał. Strzały poukrywane w wydrążonych otworach były jej przekleństwem, cztery poprzednie przemknęły jej po podbrzuszu zostawiając za sobą wydrążone rowki spływające krwią, dwie następne strzały mknące w stronę ud Shard odbiły się od przypiętych do pasa mieczy. Z czasem dawało się słyszeć echo grzmotów a także niekończący się szum.
"Czyżby jeszcze się tam ktoś bił?"- popatrzyła na białe kości przed sobą- "Nie.. niemożliwe"- powiedziała z przekąsem i ruszyła dalej tunelem.
Z otworów w suficie przestało się sączyć tak natarczywe światło które z czasem w ogóle znikneło. Teraz przystosowane do ciemonści oczy Shard zaczęły funkcjonować w pełnym tego słowa znaczeniu, zdjęła kaptur i szła dalej, następne pułapki omijała lub przeskakiwała dziwiąc się ze tak słabo je poukrywano. Grzmoty się wzmagały im bardziej do przodu się posuwała a szum rozpraszał jej myśli.
"Rzeka?" - pytała w myślach samą siebie.
Zarówno strach jak i chłodny wiatr jaki zaczął wiać przyprawiły szczupłe ciało o gęsią skórkę, rana na brzuchu zaczynała niepokojąco piec choć krew przestała płynąć zaraz po zranieniu..
"Przecież na strzałach nie było trucizny" - stwierdziła idąc dalej, gdyż zaraz po zranieniu dokładnie obejrzała pociski.
Powoli acz systematycznie ilość kości ubywała. Tylko pułapki były ich pełne, strzał tez już nie było nigdzie widać, jedynie gdzieniegdzie strzała.
I tak w pełnym skupieniu ,zobaczyła przed sobą załom tunelu.
"Czyżby pierwszy zakręt ?" -bardziej stwierdziła niż zapytała, obejrzała się za siebie jakby chciała się upewnić ze nikt za nią nie idzie.
Zaczęła się skradać choć nie najlepiej jej to wychodziło. Łuk i miecze a także jej nowy ubiór starały się jak mogły by jej to uniemożliwić, zahaczały się o skały, miotały się miedzy jej nogami, starając się ja wywrócić, rany też dawały Shard we znaki. Z zaciśniętymi zębami i z zapartym tchem, wyjrzała z za załomu.
"Wygląda w porządku" –pomyślała ,widząc pusty korytarz, po środku którego widziała placki ciemniejszej ziemi, już miała robić krok gdy to zauważyła...
"Oooo"- było jedynym dźwiękiem jaki zdołała z siebie wydusić przez następną,
dłuższa chwile.
Ciśnienie w jej tętnicach osiągnęło najwyższa wartość, dreszcze przeszyły jej ciało. Źrenice rozszerzyły się a ciało zastygło w bezruchu. Patrzyła, czekała podziwiała. W tym momencie to co było w dalszej części tunelu zeszło na dalszy plan niezależnie czy było by to jakieś zwierze czy jakiś inny stwór. Z fascynacja, pożerała wzrokiem, widok jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła a także ogrom którego nie mogła ogarnąć wzrokiem. Ciemny rozświetlony jedynie małymi punkcikami nieboskłon wisiał nad tunelem jak sufit którego nie dało się dotknąć.
"Piękne" - to jedyne co zdołała z siebie wydusić wpatrując się w gwiazdy
Stała tak i patrzyła dłuższa chwile, dopiero ból w napiętych mięśniach oderwały jej wzrok jak i myśli od nieba.
"Dobra bez przesady one nie uciekną"- powiedziała do siebie starając się przywrócić trzeźwość umysłu Spoglądając kontem oka na gwiazdy, ruszyła ostrożnie dalej przyglądając się tunelowi.
Na przestrzeni kilku metrów grzmoty jakie słyszała wzmogły się niesamowicie były teraz były zagłuszającym wszystko hukiem. W myślach przetoczyły się jej wszystkie szumy i pluski rzek jakie w swoim życiu słyszała
"Albo to nie rzeka albo ja takiej jeszcze nie słyszałam"- stwierdziła po chwili namysłu.
Tunel, a raczej korytarz ciągnął się przez kolejne kilkadziesiąt metrów i znikał za kolejnym załomem, teraz nie szła już po skale lecz po miękkiej ziemi jaka została tu naniesiona.
Ostrożnie zbliżyła się do kolejnego załomu, doskonale pamiętając co było za poprzednim.
Ledwo wychyliła się z za zakrętu już musiała się cofnąć. Nasiąknięta morska woda mgiełka buchnęła jej w twarz a także na ranę na brzuchu. Zatoczyła się do tyłu pod wpływem bólu jaki wywołała słona woda, świat zakręcił się a gwiazdy stały się okręgami, upadła nieprzytomna.

Ocknęła się jakiś czas później, całe jej ubranie było nasiąknięte morska wodą, próba wstania zakończyła bólem , wszystkie jej myśli krzyczały. Przetoczyła się na bok do wnętrza tunelu, zrzucając po drodze z siebie plecak i kurczowo trzymając jedna dłonią ranę na brzuchu by nie zetknęła się z mokra powierzchnia tunelu.
Położyła się na plecach i zaczęła przeszukiwać plecak,
"Jest"- wyszeptała fiolkę w dłoni, złapała , i pociągnęła.- "Nieeee"- przetoczyło się przez jej myśli jak błyskawica, kawałek jaki trzymała w dłoni był faktycznie fiolka, ale to była tylko połowa, reszta naczynia stłukła się. Włożyła drugi raz dłoń do plecaka szukając ostatniej swojej nadziei, szybkie przetrząsanie plecaka przysporzyło jej sporo ran na ręku, ale znalazła to czego szukała, na samym dnie , zawinięta w koc ostatnia fiolka z mikstura bez której w tej chwili nie mogła się obyć. Wyciągnęła ostrożnie, cała jej ręka była zalana jej własną krwią, nie zwracając na to uwagi odkorkowała pojemniczek i wypiła cała jego zawartość.
Ciepło jakie rozlało się po jej ciele świadczyło jednoznacznie ze substancja zadziałała, zmęczone mięśnie stały się rześkie, krew która płynęła z ręki przestała płynąć, ból na brzuchu zelżał.
"No to idziemy dalej" - powiedziała i wstała.
Wyjrzała z za załomu lustrując wzrokiem cały widok, tunel kończył na wysokości.
Klif był wysoki a jego ściany nadzwyczaj płaskie, u jego podnóży pieniła się rzeka, co chwila uderzała o skalną ścianę wyrzucając morką mgiełkę, burzyła się, cofała i znów uderzała.
Patrzyła z zapartym tchem na powtarzające się cykle u podnóża skały z podziwem na zjawisko którego w podziemnych rzekach nie widziała.
Co chwila musiała się chować gdyż nawet pod wpływem mikstury uzdrawiającej słona mgiełka i tak wzmagała ból jaki odczuwała.
Jej wzrok utkwiony w pianie wędrował wraz z nią, dalej, dalej. Coraz wyżej podnosiła wzrok i coraz szerzej otwierała usta z podziwu, rzeka, jaka miała przed oczyma ciągnęła się aż poza zasięg jej wzroku. Patrzyła oniemiała na ten seans, fala za fala formowały się i uderzały z głośnym grzmotem o skały poniżej.
Jej wzrok choć błądził po tym ogromie i utkwił w jednym miejscu, lini gdzie spotykała się woda i gwiazdy.
"Horyzont... chyba tak to chyba w akademii nazywali"- pomyślała,
"heh"
"Aż dziw ze z tej głupiej akademii czarów cos jeszcze pamiętam"- uśmiechnęła się w duszy patrząc z podziwem i nasycając swoja dusze widokiem zarówno gwiazd jak i morza, tak zamyślona stałą przez chwile na krawędzi aż z zamyślenia wyrwał jej ból na brzuchu , szczypanie w oczach i mokre kropelki osiadające ja jej pociągłej twarzy.
Szybko się schowała, choć mogła by tak całą wieczność wiedziała że to powierzchnia, miejsce niebyt przyjazne ciemnym elfom.
Wróciła do korytarza i zaczęła przyglądać się ścianom po których jak planowała, chciała wyjść na powierzchnie. "No pięknie, jeszcze to"- pomyślała, gdy poczuła ze każdy jej ruch przychodzi z trudem, całe jej ubranie nasiąkneło woda. Zdjęła płaszcz który utrudniał każdy jej ruch i zaczęła badać ściany tego krótkiego kanionu. Kanion nie był głęboki 4-5 metrów a jego boki ułożone pod kontem który wraz z pęknięciami skał umożliwiał szybkie wejście na górę. Szybki ruch ręki Shard i plecak wyładował na powierzchni. Płaszcz postanowiła ze zostawi w kanionie, gdyż sam jego ciężar skutecznie uniemożliwił by wdrapanie się po ścianie
W ciągu kilku chwil Shard pokonała ścianę która choć popękana, stawiała opór jej zdobywczyni. Wychyliwszy się z za załomu dyszała a jej całe ubranie kleiło się jej do ciała. Ciepło jakie czuła jeszcze jakiś czas temu , minęło, ból się znacząco zmniejszył lecz nie minął. Wstała i rozejrzała sie po okolicy. Wszystko było zamazane,
"Cholera no" - po omacku wyszukała w plecaku bukłak z woda i przemyła oczy. Odrazu obraz sie wyostrzył a kształty nabrały konturów.
Tunel akurat kończył się na wysuniętym w morze cypelku który był porośnięty niska trawa.
Ciarki przebiegły po plecach Shard gdy uświadomiła sobie jak bardzo jest odsłonięta. Najbliższe drzewa były oddalone o 300m a na ich skraju dało się zauważyć jakiś ruch.
Wszystkie jej zmysły alarmowały o niebezpieczeństwie. Przez jej umysł przetaczały się setki obrazów istot powierzchni o których jej mówiono w akademii. Stała jak słup próbując dopasować ruch na krawędzi lasu do którejś ze znanych jej ras bądź zwierząt. Jednak cienie stawały się coraz wyraźniejsze, dwie postacie wynurzyły się z lasu. Każda mniej więcej była wzrostu Shard jednakże obie były ubrane w długie szaty z kapturami zasłaniające ich przynależności rasowe.
Instynktownie, wyciągnęła strzałę z kołczanu, nakładając ją na łuk, czekała..
Nagła postawa bojowa Shard przykuła wzrok obu postaci, zatrzymały się.
Pot od niedawnego wysiłku zrosił jej czoło , pojedyncze kropelki spływały jej po skroni. Shard. czuła jak krew krąży w jej żyłach. Odcięła się całkowicie od bólu. Skupiła się maksymalnie na obu postaciach, mierząc odległość od nich a także ich słabe punkty. Świadomość zapowiadającej się walki wprowadziła do jej krwi olbrzymia ilość adrenaliny która zaczęła krążyć w jej żyłach dodając jej odwagi. Patrzyła jak postacie rozmawiają ze sobą. Nagle jedna z nich odwróciła się do Shard i zaczęła szybko gestykulować.
Jak błyskawica przemknęły jej przez myśl dwa słowa -"Oho, nigdy więcej" - automatyczną reakcją, naciągnęła cięciwę wycelowała i wystrzeliła .... słowa umilkły
..sama zmożona zaklęciem osunęła się na ziemie
________________________________________________________________________________________________________________________________________
Odzyskała świadomość jakiś czas później, leżała n jakimś prymitywnym łóżku przykryta szorstkim kocem. Jedyne co czuła to ból, skurcze w łydkach, udach i ramionach. Każdy ruch przysparzał jej cierpień wiec nie ruszając się, czekała jak ból przejdzie, wiedziała ze nie nastąpi to prędko.
Otworzyła oczy. Leżała w prostokątnej komnacie, na przeciwległej ścianie rozwieszony był gruby koc. Oprócz drzwi po prawej nie było tam kompletnie niczego, jej ekwipunku tez nie było nigdzie widać. Wilgotne ubranie jakie miała na sobie przyprawiało ja o dreszcze, Kamienne bloki tworzące pomieszczenie przylegały do siebie tworząc prawie idealnie proste ściany, drzwi również wyglądały na solidne.
Dziesiątki pytań przemierzały umysł Shard jak ptaki na niebie
"Gdzie jestem? Skąd ten cholerny ból i kim były tamte postacie?"- na żadne z nich nie znała rozwiązania
Nie mogąc się ruszyć i myśląc o tym co ja czeka , zasnęła.
Na dźwięk przekręcanego klucza w zamku, obudziła się. Serce zabiło szybciej a skórę pokryła gęsia skórka.
"No to zaraz się dowiem wszystkiego" - pomyślała , na chwile przed tym jak drzwi się otworzyły
Do środka wszedł elf.
Wyższy od niej, mający pociągłą twarz nie był nazbyt umięśniony. Szara tunika i luźne czarne spodnie , mocno kontrastowały z jego jasna skórą. Nie był uzbrojony.
Obrazu popatrzył się na lezącą na łóżku Shard najwyraźniej wiedząc ze przez jakiś czas nie będzie zdolna do rzucenia się na niego.
"Przeklęte elfy" - powiedziała pod nosem, doskonale wiedząc ze przybysz to usłyszy
-Nie jesteśmy wcale przeklęte, nakładli Ci tego do głowy a teraz powtarzasz ja modlitwa --powiedział płynnie w języku ciemnych elfów
Shard przez chwile zaniemówiła, nie spodziewała się ze będzie jakiś odzew na jej słowa ,tym bardziej w jej ojczystym języku
-Skąd znasz nasz język, jesteś jasnym elfem -wykrzyknęła zaskoczona
-Twój brat mnie nauczył, Shard - powiedział, kładąc szczególny nacisk na jej imię
Myśli w głowie młodej drowki latały jak zakręcone co chwila pojawiało się pytania "Jak? Czemu? Po co?".
"Zahiel był tajemniczy ale żeby uczyć elfy z powierzchni ich języka, przecież zdradzał tym samym swoją rasę" - ta myśl stawała a pierwszym planie.
"czas zaspokoić ciekawość"- pomyślała
- Czemu mój brat miałby Cię uczyć naszego języka? Czemu miał by się zadawać z wami z którymi od zawsze walczyliśmy i skąd znasz moje imię - wyrzuciła z siebie ciągiem nie zastanawiając się nad tym co się dalej z nią stanie, pragnąc odpowiedzi na te pytania.
Oparty o ścianę uważnie przyglądał się Shard, ciekawej a zarazem przestraszonej. Mieszankę tych uczuć widać było na jej młodej twarzy.
- Czemu mnie nauczył waszej mowy ? hmm - zamyślił się elf odpowiadając,
- Dobre pytanie, myślę ze jak go spotkam, zapytam go o to - powiedział z uśmiecham na twarzy,
- Ale myślę ze chce coś zmienić, nie wiem w jaki sposób ale najwyraźniej podziemie zbrzydło mu już. Bo często widuje się go na powierzchni z innymi elfami.
Zaskoczenie jakie wywołały te słowa , powiększyły tylko mętlik w głowie Shard. Elf ciągną dalej.
-Czemu ze mną nie walczył choć jestem elfem? Po co miałby walczyć, w jakiej sprawie, my żyjemy na powierzchni a wy pod nią. Nie prowadzimy interesów, jawnych rzecz jasna, i nasze drogi nie krzyżują się. No chyba ze którąś ze stron bardzo tego chce. - uśmiech nie schodził z jego twarzy
-A o Tobie dowiedziałem się w chwili gdy Twoja siostra przeniosła Cię z akademii magii do koszar gdzie szkolono wojowników. Zahiel odraz wyczuł ze jesteś niesforna osoba. Wiedziałem ze prędzej czy później trafisz na powierzchnie, Twój brat doskonale wiedział ze nie będziesz się trzymać jego reguł, a ich złamanie było tylko kwestią czasu.
Shard leżała i patrzyła kompletnie obojętnie na elfa. Myślała o bracie. "Jak dobrze mnie znał?" - to pytanie musiało jak narazie zostać bez odpowiedzi
-Jestem Twoja niewolnicą ? - zapytała z gniewnie , patrząc sie w oczy elfa
-Chciałbym - oparł krótko- ale Twój brat niebyły z tego zadowolony, mam Cię przygotować do życia na powierzchni tak jak innych przed Tobą.
-Innych ? To Jest więcej ciemnych elfów na powierzchni ? -zapytała za zdumieniem
-Tak, to jest tylko jedno takie miejsce, gdzie drowy przygotowujemy do życia na powierzchni. W podziemiu zostaje coraz mniej mrocznych elfów. Trzy duże miasta na zachodzie są opuszczone, te kilka ostatnich straciło ponad polowe swoich mieszkańców na rzecz życia na powierzchni.
- Ale przecież, mamy posłańców którzy co kilka dni przynoszą wieści z innych miast.. - powiedziała wstrząśnięta słowami elfa - ..mamy magie
- Posłańcy to wtajemniczone elfy, przynoszą te wiadomości które maja być przekazane. A co do magii, to tak zgodzę się macie bardzo potężna magie. To właśnie ona maskuje opuszczone miasta i przekierowywuje wszystkie próby kontaktu z nimi, na powierzchnie, do nas. -powiedział z uśmiechem czując ze osiąga swój cel
-Nas ? - zapytała zdziwiona
-Tak , nas. Świat na powierzchni się zmienia, ludzie zaczeli w ciągu ostatnich stuleci zajmować nasze tereny. Ich królestwa walczą ze sobą, zawiązują sojusze przeciwko nam, lub tez z nami współpracują. Tak czy inaczej, trwa woja, krasnoludy z gór straciły swoje kopalnie na rzecz ludzi i przyłączyły się do nas. Orki wciąż się bronią daleko na północy. Smoki są na wymarciu a inne rasy zostały zdominowane przez ludzi. Oczywiście istnieją krainy do których wojna nie dotarła lub są neutralne, lecz teraz o neutralność trudno. - westchnął, patrząc na zmieszanie na twarzy Shard powiedział
-Myślę ze na dziś CI wystarczy wiadomości, jutro zobaczysz powierzchnie - odwrócił się do drzwi i zaczął wychodzić
Słowa te wyrwały Shard z rozmyślań,
-Nie - powiedziała cicho
-Co, nie ?- zatrzymał się, zdziwiony jej reakcja
-Ja chce teraz zobaczyć powierzchnie -powiedziała cicho wpatrując się w ścianę naprzeciwko lóżka
-Ale jest dzień, a ja musze powiedzieć magom by się przygotowali do oczyszczenia
-Oczyszczania ? -zapytała
-Tak żebyś nie straciła wzroku na powierzchni. Dawno temu Twój brat przyniósł nam zwój z zaklęciem zmieniającym ostrość widzenia, to właśnie dzięki temu zaklęciu mroczne elfy mogą bez przeszkód podróżować za dnia.- wyjaśnił szybko i wyszedł, starając się uniknąć następnych pytań
Nawet nie poczuła bólu jaki miał ja unieruchomić, usiadła na łóżku, myśląc o tym co jej powiedział elf. Kompletnie nowa sytuacja, nowe otoczenie. Wobec tego wszystkiego czuła się taka mała. Opuszczone miasta, posłańcy którzy nie byli posłańcami, wojna i Zahiel. Wszystko to sprawiło ze zaczeła bolec ja głowa. Cały ekwipunek jaki dostała od brata został zabrany, była głodna, potwornie głodna. Nie wiedziała co myśleć o tym wszystkim, położyła się i leżała, rozmyślając kiedy zobaczy powierzchnie.
Usnęła...
____________________________________________________________________________________________________________________________________________

Spała bardzo długo. Nawet we śnie, sytuacja w jakiej się znalazła nie dawała jej spokoju. Gdy otworzyła oczy ten sam elf był w pokoju i przyglądał się jej, nie słyszała kiedy wchodził.
-starczy ci już tej drzemki, magowie czekają już od kilku godzin - powiedział z obojętnością w glosie jakiej nie spodziewała się słyszeć u elfa
Usiadła na łóżku czując ze ubranie do końca na niej wyschło a ból w mięśniach zniknął. Spojrzała na elfa. Nie wydawał się już taki jak ostatnim razem, z poważniał i co najważniejsze do pasa, miał przypięty krótki rapier.
-Po co CI bron ? -zapytała zdziwiona, patrząc na wyjątkowo długa bron przeznaczona do zadawania ran kłutych
-Nie zapominajmy ze ja jestem elfem a Ty drowem, wiem jaka szkole przechodzicie w swoich miastach. Mój poprzednik zginął bo nie był przezorny w kontaktach z wami, za bardzo ufał temu komu nie powinien, wam.- powiedział i zaczął się odwracać do wyjścia
Po tych słowach na twarzy Shard pojawił się uśmiech.
"I tak nie mam dokąd wrócić wiec a ten miły i uczynny elf przystosuje mój wzrok do światła powierzchni" - zaśmiała się w duszy z naiwnością elfów z powierzchni
-Chodź, czekają na nas - powiedział i wyszedł
Shard wstała ociężale. Wszystkie kości strzelały w stawach a przy każdym ruchu czuła ból w zastygłych mięśniach.
Korytarz którym szli był prawie tak gładki jak ściany w komnacie nie oświetlony, posiadający mnóstwo odgałęzień.
Co kilkadziesiąt kroków elf się oglądał, upewniając się ze drowka idzie za nim.
"No tak , chyba mi zbytnio nie ufa" -pomyślała i uśmiechnęła się ciesząc się złą sława mrocznych elfów
Szli w ciszy przez kolejne minuty, skręcali , raz w lewo raz w prawo. Mijali dziesiątki drzwi i innych korytarzy, ale nie było tu żadnej żywej duszy, żadnego odgłosu.
Czuła tylko powiew chłodnego wiatru na twarzy który przepływał bezszelestnie przez puste korytarze.
Niespodziewanie weszli do komnaty. Była ona oświetlona jedna malutka lampka, ale wystarczyła ona by praktycznie oślepić Shard. Automatycznie podniosła ona rękę odgradzając oczy od źródła światła.
W pomieszczeniu nie byli sami, pod przeciwległą ścianą stały 3 postacie. Dwie elfki z diademami na głowach i z szarymi szatami do ziemi, wyglądały jak kapłanki. Była także trzecia postać również miała ona szatę do ziemi ale ciężko było sobie wyobrazić ją w roli kapłana. Sięgający pasa Shard, ogolony na łyso krasnolud, z ruda broda zapleciona w dwa warkocze zarzucone na plecy, nie przypominał wcale jednego z tych brudnych górników i kowali o jakich jej opowiadano. Jedynie jego muskularna sylwetka przypominała o zajęciu jakie z pewnością wykonywał w swoim życiu. Wpatrywała się w krasnoluda widząc pierwszy raz taki widok, ten również nie pozostawał Shard dłużny gapiąc bezwstydnie się na jej ciało.
Po chwili lustrowania się nawzajem wzrokiem, krasnolud burknął pod nosem::
-Jestem kapłan Filath - powiedział lekko poirytowany natarczywym wzrokiem Shard, po kolejnej dłuższej chwili milczenia nerwy mu nie wytrzymały
-Czego się tak na mnie gapisz - ryknął na całe pomieszczenie aż płomyk w lampie się zachwiał - to ze wyglądam jak krasnal nie znaczy ze nim jestem
Ryk krasnoluda oderwał Shard od jego wizerunku. Z politowaniem i zmieszaniem na twarzy, spojrzała kątem oka na elfa oczekując jakiś wyjaśnień, ten tylko się uśmiechnął i szepnął :
"Później" -
Krasnal ciągną dalej:
"a ty przestań udawać niewiniątko Oseth, doskonale wiem ze kazałeś jej tak patrzeć" - wyrzucił w stronę elfa
"Oseth ? " - powiedziała pod nosem Shard, spoglądając przez ramie na elfa opierającego się o ścianę przy drzwiach którymi weszli
"Miło mi" - usłyszała odpowiedz elfa
"Dobra koniec tego dobrego czas się wziąć za jej oczka bo jak będzie się dalej tak na mnie patrzyć to sobie je na ognisku upiekę" - powiedział, odsuwając się na bok i odsłaniając prymitywne kamienne krzesło
"zapraszam" - powiedział do Shard i wskazał rękami na mebel
Spojrzała na Osetha chcąc się przekonać czy można ufać narwanemu, krasnoludowi-kapłanowi, który rzecz jasna nie jest krasnoludem, elf się jedynie uśmiechnął i kiwnął przytakująco głowa odgadując myśli Shard. Krzesło było dostosowane do wzrostu krasnoludów, a nie elfów było tez strasznie zimne. Oparcie kończyło się w połowie jej pleców a nogi musiała wyciągnąć na podłodze przed sobą gdyż wysokość siedziska była na wysokości jej kolan.
Gdy tylko usiadła , elfki dotąd nie okazujące jakiegokolwiek zainteresowania Shard, bokach zaczeły czarować, szybkie ruchy rąk rozmywały ich kontury a jakieś niezrozumiałe słowa rozbrzmiewały w całym pomieszczeniu.
Po chwili poczuła ze niewidzialna siła przywiązuje ja do krzesła.
"Co to ma być" - krzyknęła...ale z jej gardła nie dobiegł żadne odgłos, sama zdziwiona próbowała krzyczeć i wrzeszczeć, szarpała się. Chwile później usłyszała głos krasnala, monotonny mącący jej umysł, zalewający go fala wspomnień i przeżyć. Pokój zaczął się rozmywać, wracały obrazy miejsc jej przeszłości , dom, miasto , akademia, wtórowały temu odgłosy elfek. Oseth przyglądał się ze spokojem temu co się działo, widział cała ceremonie już nie jeden raz. Jego wzrok przyciągały wyjątkowo długie nogi Shard splecione na podłodze, a także białe, proste włosy które sięgały jej do pasa.
"Żeby nie to ze jest drowka" - szepnął pod nosem, lekko zmieszany, patrząc dalej na ceremonie
Choć elfki które rzucały czar za czarem, wydawały się zajęte, obie spojrzały kątem oka na Osetha a potem po sobie. Ich miny wskazywały ze doskonale słyszały ten szept.
Elf usmiechnął sie. Wciąż nie odrywał wzroku od Shard. Kątem oka patrzył jak na twarzach elfek maluje się konsternacja i niesmak który rozbawił Osetha.
Krasnal stojący obok Shard co chwila wtórował elfka, nadając ich zaklęciom moc. Magia zaczynała gęstnieć w pokoju, z podłogi podniosła się ledwie widoczna warstwa mgły a na ścianach zaczęły pojawiać się krople rosy. Kapłan gestykulował, wolno w tępię jakie wypracował podczas wszystkich poprzednich ceremonii. Jego ręce spowiła niebieska poświata a jego ciało pokryły kropelki potu. Zaklęcie zbliżało się do punktu kulminacyjnego, nad Shard zaczęła się formować błękitna mgiełka, co chwila zmieniająca swój kształt, gdy zmieniła się w klin, obie elfki równocześnie przestały czarować pozostawiając obłoczek w takim stanie. Tylko krasnolud zaczął szybciej gestykulować a jego głos się zmienił w gardłowy przyśpiew. Po chwili chmurka znikneła a kapłan skończył. Klin spadł na głowę Shard.
Wbicie niematerialnej energii w jej umysł oderwało ja od własnych myśli, krzyczała, szarpała się. W ta agonia trwała wieczność, w rzeczywistości była to krótka chwila po której znajdując się na granicy przytomności poczuła jak ból ustępuje. Choć była już świadoma swoich myśli, to miejsce w którym się one formowały było jej teraz kompletnie obce, jej umysł się zmienił tak ze sama nie mogła go poznać. W następnej chwili zapadła ciemność i cisza, wszelkie myśli odpłynęły zostawiając ja w próżni własnego umysłu. Elfki szybkim ruchem zdjęły zaklęcia uniemożliwiające jej ruch i mowę, a kapłan usiadł ociężale pod ścianą, łapiąc łapczywie powietrze.
Słyszała dźwięki, lecz nic nie widziała, otwierała oczy raz po raz, przynajmniej tak się jej zdawało. Poczuła ze więzy znikneły, pierwsza jej reakcja było sprawdzenie palcami czy oczy są otwarte, ostrożnie zaczęła badać okolice oczu, tak były one otwarte. Przeraziła się. "Miałam widzieć to co na powierzchni a nie widzę niczego" -..myśl ta nie wdała jej spokoju. Zaczęła trzeć oczy licząc ze to tylko kolor który da się zetrzeć.
"Uspokój się" - usłyszała znajomy głos
"Skup się na czerni i na oczach" - powiedział Oseth doskonale wiedząc co Shard w tym momencie przezywa.
"Widzisz, ale te obrazy nie docierają do twojego mózgu, skup się na oczach i czerni przed sobą"
Siedziała i myślała, czuła ze oczy pracują normalnie, czuła krew która przepływa przez jej ciało, lekki wiatr na twarzy i bolesne skurcze w łydkach. Ciężkie oddechy krasnoluda nie dawały jej spokoju.
"Zamknij się na chwile, przez Ciebie wzrok straciłam, ty niby kapłanie" - krzyknęła na całą sale
Wszyscy popatrzyli na siedzącą na krzesełku Shard chowającą twarz w dłoniach, Krasnal z oburzeniem w głosie rykną:
"Widzisz tylko musisz odnaleźć oczy w swoim umyśle" - dodał szeptem "w którym CI trochę namieszałem" - dodał tonem pełnym satysfakcji, na jego twarzy pojawił się uśmiech
Obie elfki zaśmiały się cicho zarówno z powodu wybuchu Shard jak i komentarza kapłana, tylko Oseth przyglądał się całej zaistniałej sytuacji z niesmakiem na twarzy
Sam też przeżył to samo w mieście drowów. Gdy złapano go po jednej z wizyt u Zahiela. Oślepiono go by nie uciekł. Dalej pamiętał tylko głos Zahiela, podobno dom jego oprawców zawalił się, co uznano za katastrofę naturalna. Dziwnym też trafem nikt z tej rodziny nie ocalał a jej potomkowie uczący się w akademiach spotkały niefortunne wypadki kończące się ich śmiercią. Wtedy za pomocą tego właśnie zaklęcia odzyskał wzrok. Powrót z krainy ciemności był obkupiony strata pamięci z ostatnich kilku lat a także uczeniem się wszystkiego na nowo. Choć czar używany do ceremonii został bardziej poznany a jego receptura zmodyfikowana tak ze nie było żadnych efektów ubocznych to za każdym razem osoba poddana jego działaniu musiała sama się nauczyć ponowne korzystać ze swoich oczu.
Shard siedziała i starała się odnaleźć we własnym umyśle. Cichy śmiech obu elfek widzących jej nieporadność, przyprawiał ja o wściekłość.
W jednej chwili podciągnęła nogi pod siebie i wstała. Obie elfki zaskoczone odsunęły się pod przeciwległą ścianę.
"Czemu się już nie śmiejecie" - powiedziała z sarkazmem w głosie i ruszyła powoli w stronę gdzie przed chwilą słyszała śmiech
Pierwszy krok jaki zrobiła, po ciemku, przyprawił Shard o zawroty głowy, wiedziała ze daleko nie zajdzie, ale wierzyła ze dosięgnie którąś z tych przeklętych elfek zanim upadnie. Z rękoma rozłożonymi na boki, chybotając się na wszystkie strony, zrobiła następny krok. Krasnolud siedzący pod ściana patrzyła zaskoczony, gdyż nikt z poprzednich ceremonii nie wstał z krzesła chwile po jej zakończeniu o własnych nogach. Oseth patrzył będąc pod wrażeniem wyczynów Shard, jednocześnie ciesząc się ze choć niewidoma Shard, wzbudziła lęka w kapłankach, które jak wiedział, choć ładne ponad miarę były próżne i zapatrzone w siebie.
Kolejne dwa niestrudzone kroki drowki zbliżały ja do miejsca gdzie stały kapłanki, obie popatrzyły na Osetha licząc ze cos zrobi ze swoją podwładną, ten tylko się uśmiechnął, ciesząc się ze elfki mogą stanąć twarzą w twarz z niewidoma drowka. Ledwo już łapiąc równowagę szła w kierunku w którym słyszała szelest szat. Ostatnie kroki mocno ja wyczerpały, chwiała się co chwile, z trudem łapała oddech.
"Czas na nas Shard" - powiedział elf i ruszył w stronę posuwającej się z wolna drowki, nie chcąc dopuścić by upadła co z pewnością wzbudziło by uśmiech na twarzach elfek, do którego również nie chciał dopuścić
Tego co powiedział Oseth już nie słyszała, kolejny krok zaprowadzi ja w krainę ciemności.
_____________________________________________________________________________________________________________________________________________

Ocucono ja na łóżku już w przygotowanym dla niej pokoju na powierzchni.
"Co się....stało ?" - powiedziała po chwili. Wiedziała ze oczy ma wciąż otwarte , jednakże wciąż niczego nie widziała
"Zemdlałaś" - usłyszała gruby głos krasnala - "Jesteś pierwszą osobą która wstała po ceremonii o własnych siłach"
"Kiedy odzyskam wzrok ?" - zapytała niecierpliwa
"Jak sama go odnajdziesz, w większości przypadków osoby poddane ceremonii odzyskują wzrok po jednym dwóch dniach"
Powtarzając słowa krasnala, zapytała -"W większości...?"
Tak, było kilka ewenementów. - odchrząknął i ciągną dalej - Dwie czy trzy osoby odzyskały wzrok dopiero po tygodniu, inna po miesiącu, trzech elfów w ogóle nie odzyskało wzroku, ale to były dziwne przypadki o których nie będę ci opowiadać no i pięcioro oszalało przez te dwa dni. - powiedział z satysfakcja zastanawiając się czy nikogo nie pominął. Leżąca na łóżku Shard głośno przełknęła ślinę. Kapłan usłyszawszy to , dodał:
"..pyzatym reszta ceremonii przebiegła jak należy i osiągnięto zamierzony rezultat."
"Albo odzyskam wzrok albo i nie , albo oszaleje albo i nie" - kołatały się myśli w głowie Shard - "Wiesz kapłanie, umiesz pocieszać" - powiedziała głosem przesiąkniętym jadem i sarkazmem - "Która to była twoja ceremonia" ?
"Wiem ze umiem, każda poprzednia osoba po zakończeniu ceremonii mi to mówiła" - powiedział zadowolony kompletnie nie rozumiejąc ironicznego podtekstu elfki - "A była to moja..." - zaczął liczyć pod nosem , po chwili skończył - "..dwudzieste zaklęcie które rzuciłem na elfy"
"Dwudzieste w ogóle czy dwudzieste tylko podczas tej ceremonii ? " - zapytała Shard lekko poirytowana, nieprecyzyjnymi odpowiedziami kapłana
"Dwudzieste na ceremonii " - odpowiedział krótko - "Dobrze odpoczywaj sobie a ja idę zając się własną robota, może jeszcze się zobaczymy" - zaśmiał się pod nosem zdając sobie sprawę z ironicznego znaczenia tych słów.
Uderzenie drzwi świadczyło jednoznacznie ze krasnal wyszedł. Shard znowu zamknęła się w swoim umyśle, co chwila przypominając sobie słowa krasnoluda. -"O ...." - zdając sobie sprawę z tego ze prawie połowa poddających się oczyszczenia wzroku, źle na tym wyszła. "Dobra teraz trzeba znaleźć to światełko w tunelu i odzyskać ten cholerny wzrok" - powiedziała sobie w myślach - " i nie zwariować przy okazji" - dodała, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
Leżała i przysłuchiwała się. Szum drzew, traw, jakieś świergoty na zewnątrz, kroki za drzwiami. Wszystko spajało się w całość świata na powierzchni. Zaczęła przeszukiwania własnego umysłu. Wspomnienia, zapach kwitnących za oknem roślin, ćwiczenia z łukiem gwiazdy na niebie. Wszystko zaczynało się kręcić, jak poszukiwanie konkretnego punktu na czarnym niebie, Shard zaczęła podróżować po własnym umyśle. Jak zamknięta w hermetycznym naczyniu, odcięła się od świata i szukała.
Pohukiwanie sowy obwieściło północ, zimny wiatr wpadał do pokoju przez nie zasłonięte okno omiatając ciało drowki, powodując ze jej skórę pokrywała gęsia skórka. Noc zmieniła się w dzień a on leżała, oddychając powoli nie robiła niczego więcej.
Oseth wszedł do pokoju licząc na to ze jego podopieczna się już obudziła. Zastał ja w takiej samej pozycji jak ja położył wczoraj, zaniepokoił się. Leżała z otwartymi oczami przykryta częściowo kocem. Kilkukrotne wypowiadał jej imię , bez rezultatów. Zaniepokoił się.
"Oddycha wiec raczej żyje" - stwierdził widząc unoszący się systematycznie koc - "Walcz, walcz , i odnajdź to co utraciłaś" - powiedział szeptem.
Rozejrzał się jeszcze po pokoju, zasunął okno zasłonom żeby zimne noce nie uśmierciły leżącej w transie drowki. Rozejrzał się w poszukiwaniu tacy z jedzeniem jak miały przynieść elfki - "Przeklęte kapłanki" - powiedział sobie w myślach, nie znajdując nawet odrobiny jedzenia jakie miało być przyniesione. Wychodząc z pokoju, lekko zamknął za sobą drzwi i skierował się w stronę spiżarni. Widząc obie kapłanki na korytarzu , tylko zagryzł wargi by nie powiedzieć im czegoś czego mógł by żałować. Spiżarnia nie był mała. Powietrze w jej wnętrzu pachniało schnącymi w pomieszczeniu kiełbasami z zajęcy, zapach ten mieszał się z rozłożonymi na beczkach wina , dużymi kawałkami wędzonego mięsa z uboju bydła. Zabrał stamtąd jedynie pęk kiełbasy i spory kawałek mięsa, zaniósł wszystko do pokoju w którym spała Shard, a następnie wyszedł. W kompleksie świątynnym była także piekarnia, niezbyt duża ale produkująca tyle chleba ze starczało dla wszystkich mieszkańców. Niedługo zajął mu powrót ze świeżym bochenkiem chleba. W pokoju coś się zmieniło, Shard już nie leżała z otwartymi oczami, przytuliła się do ściany i skuliła pod kocem, pól kiełbasy również zniknęło ze stolika.
Oseth widząc to , tylko się uśmiechnął i wyszedł, wrócił po chwili z drugim kocem , okrywając śpiącą drowke. Zostawił jedzenie przykrywając je lniana chustą i wyszedł kierując się w stronę głównego kapłana świątyni, chcąc obwieści dobrą nowinę. Nim zdążył zamknąć drzwi okolica wstrząsnęła potężna eksplozja, wszystko się zatrzęsło, wpadł powrotem do pokoju Shard, mając nadzieje ze jego przypuszczenia okażą się błędne. Odsłonił zasłonięte okno, na placu ćwiczeń stał jeden elf, a obok niego leżały ciała innych.
"O nie..." - szepnął, domyślając się ze jego przypuszczenia potwierdził się.
"Co o nie" - zapytał głos z boku
Shard siedziała na łóżku obudzona wstrząsem, i patrzyła na elfa wyglądającego przez okno. Długie włosy Shard spływały jej po plecach i ramionach spiczaste uszy i pociągła twarz były skierowane w stronę elfa. Choć elf spojrzał tylko przez chwile na drowke to wystarczyło by jego serce zabiło szybciej a mag na placu zaczął kolejne zaklęcie. Potok słów i materializacja lecącej w stronę okna kuli ognia trwały nie dłużej niż mrugniecie okiem
W ułamku sekundy kula uderzyła w ścianę obok okna, uwalniając swój śmiercionośny ładunek. Siła uderzenia zrzuciła Shard z lóżka na ziemie. Oseth stojący przy oknie padl na ziemie tam gdzie stał, okno wdarł się pióropusz płomieni osmalając przeciwna ścianę. .
Drowka ocknęła się po kolejnej eksplozji jaka wstrząsnęła kompleksem. Pokój był pełen dymu, gdyż płomienie które się do niego wdarły podpaliły stolik. Okno było dwa razy większe niż było przed chwila a kamienny mur na jego obrzeżach został mocno nadtopiony
”Co to do cholery było” – zapytała nie licząc na odpowiedz
Wstała i ruszyła na czworaka w stronę leżącego Osetha. Nie wyglądał on ani na poparzonego ani na martwego.
„Choć elfiku , musisz mnie stad wyprowadzić” - Złapała go za ubranie i zaczęła ciągnąc w stronę uchylonych drzwi. Gdy już wychodziła na korytarz kolejna eksplozja wstrząsnęła budynkiem. Korytarz po lewej stanął w ogniu a fala płomieni przelała się po suficie.
„No pięknie, liczba dróg ucieczki maleje z minuty na minutę –„ powiedziała do siebie w myślach”
„Żyj”” – wrzasnęła do ucha Osetha, lecz i to nie poskutkowało, dopiero kilka uderzeń w twarz przyniosło zamierzony rezultat, ocknął się.
„Auuuuuuuuuu, trochę delikatniej ja jeszcze żyje” - powiedział z uśmiechem do klęczącej nad nim elfki
„Wstawaj” – powiedziała zdenerwowanym głosem patrząc co chwila na palący się w dalszej czesci korytarza kamień..
„Nie chce żeby pierwszy budynek w którym jestem na powierzchni, okazał się moim grobowcem” - wstała i zaczęła biec korytarzem pragnąc jak najszybciej oddalić się z stąd.
„Czekaj” – usłyszała głos elfa
„Rany czego on jeszcze chce” – pomyślała rozgoryczona powolnymi ruchami elfa, „tak?” – zatrzymała się patrząc na podnoszącego się elfa
„Może chcesz swoja bron , bo myślę ze nie będzie do czego wracać a twoje szkolenie będzie praktyka” – powiedział do zniecierpliwionej drowki, która słysząc ze odzyska bron , znacznie się uspokoiła.
„Dobrze, prowadź” – odległy wstrząs zatrząsł ziemia – „Tylko szybko” – dodała i ruszyła za mijającym ja elfem.
„Może po drodze powiesz mi co się dzieje, czy ot na naturalne na powierzchni ?” – zapytała doskonale wiedząc ze ktoś zabawia się magia, czuła ja na każdym kroku.
Nie zwalniając kroku zaczął mówić:
„Jakiś czas temu złapaliśmy w pobliży waszego miasta elfa, był on magiem, chcieliśmy go namówić do współpracy, ale jak widzisz nie udało się”
„aha” – to jedyne co zdołała z siebie wydusić zanim kolejna eksplozja płomieni nie wypełniła korytarza przed nimi, powalając ich oboje. Sufit stanął w ogniu po przetoczeniu sie fali płomieni która zaczęła wgryzając się już w lita skałę.
„Chodź nie mamy wiele czasu zanim to wszystko się nie zawali” – Stwierdził elf wstając i biegiem wchodząc w kolejny zakręt. Choć Shard biegła tuż za nim wybiegając zza załomu zobaczyła jedynie chmarę magicznych pocisków lecących w jej kierunku, elf gdzieś znikł.
„Ups..” – wyjąknęła myśląc już jak gładko przejdą one przez nią i nie zatrzymując się poleca dalej. Pot spływał jej po skroni od gorąca, obrazy z dzieciństwa zaczęły być bardziej wyraźne, całe życie przelatywało przed oczami Shard.
Nagłe złapanie za rękę oderwało ja od wspomnień krótkiego życia, mocne szarpniecie wciągnęło Shard w ..lita ścianę. Pociski przemknęły obok drowki przypalając jej włosy i parząc plecy.
„ Żyjesz ?” –zapytał widząc zlana potem twarz drowki a także przypalone włosy.
„Chyba tak” – stwierdziła, zdezorientowana Shard do której jeszcze nie dotarło co się stało
Oboje stali w magazynie pełnym broni i rożnego rodzaju urządzeń których działania i przeznaczenia mogła się tylko domyślać.
„Wybieraj, tylko szybko nie mamy za wiele czasu” - sam podszedł do szkatułki pełnej pierścieni i naszyjników, badając każdy po kolei i odkładając go w inne miejsce.
Ilość broni i zbroi zaskoczyła Shard. Nawet zbrojownia w jej domu nie była taka bogata.
Młoty , buzdygany , topory, lance, piki, miecze każdego rodzaju wszystko wypolerowane i stojące w doskonałym porządku na stojakach. W tle na ścianach pozawieszane zbroje od pełnych zbroi rycerskich po lekkie i zwiewne ubrania łowieckie.
Szybko znalazła dwa miecze doskonale wyważone i nadające się do walki, luk który sobie upatrzyła okazał się zbyt mocny jak na jej siły, nie potrafiła go w pełni naciągnąć, musiała się zadowolić krotki lukiem który choć był mały jak mówił Oseth miał spory zasięg.
Elf nie wybierał niczego, oprócz pierścionków , miał już odłożonych kilka lecz szukał kolejnych, nie zwracając uwagi na to co robiła Shard
Ze zbroja był oznaczenie gorzej. Większość z wystawionych egzemplarzy była robiona dla ludzi wiec nic nie pasowało. Jedynie skórzana tunika wyglądała na elfia robotę i ta tez pasowała doskonale. Znalazła tez czysta, nie podarta koszule.
Oseth choć zajęty, tylko się uśmiechnął, widząc kontem oka przebierającą się drowke, znalazł już wszystkie pierścienie jakie mogły pomoc. Szybkim krokiem wziął luk który Shard odłożyła i przełożył sobie przez ramie. Dwa załadowane kołczany przypiął do pasa.
Nim zdążył je przypiąć do pasa, stanęła przed nim. Z dwoma długimi mieczami przy pasie, kołczanem na plecach i lukiem w ręku, patrząca na kupki pierścionków leżące na szafce.
Oseth tylko stanął i zaczął się przyglądać, zarówno samej dworce jak i broni. Choć tunika była elfia była za krótka i odsłaniała znaczną część ud Shard, co w połączeniu z sandałami i zgrabna sylwetka przykuło na dłużej wzrok elfa.
„Co ?” – zapytała się, widząc ze Oseth zawiesił na niej wzrok
Nie uzyskawszy odpowiedzi zaczęła oglądać się i szukać czegoś co nie pasuje do reszty ubioru.
„Nie uważasz ze masz o jeden miecz za dużo” – zapytał, po dłuższej chwili .Stwierdzając w myślach ze doskonale komponują się one z długimi nogami Shard.
„Nie” – usłyszał z przekora – „ A tobie po co te błyskotki?” – zapytała zaciekawiona
„Widzisz , zbroja nie ochroni CI przed takimi magicznymi pociskami jak e w korytarz, a te pierścionki tak ”
„Te błyskotki maja zawarta w sobie magie , zarówno uzdrawiającą jak i ochronna, wiec bądź tak dobra i załóż te z tej kupki tutaj” – wskazując na stosik pierścieni i bransoletek, sam zaczął zakładać biżuterię z drugiego stosiku.
Choć brzmiał to głupio to obrączki i bransoletki były całkiem ładne, Shard szybko nałożyła wszystko, co chwila jednak zaczęła zamieniać błyskotki miejscami.
„co robisz” - usłyszała pytanie męczącego się z za małym pierścieniem elfa
„dopasowuje je od siebie „ - powiedziała patrząc na ramię, żeby po chwili zdjąć dwie bransoletki i przełożyć na druga rękę
„one nie maja być dopasowane , tylko maja Cię chronić”
„mogą mnie chronić, ale maja być dopasowane” – odpowiedziała Shard
„Drowki.... „ – Byłą to jedyna myśl jaka przemknęła przez umysł Osetha
„Masz już wszystko ?” – zapytał poprawiając nóż zawieszony przy pasku i biorąc jakiś papirus do ręki
„hmmm” – Shard popatrzyła po sobie myśląc co mogła by jeszcze wsiąść, i co mogło by się jej przydać
„No tak to chyba wszystko” –stwierdziła z uśmiechem, patrząc na Osetha , śmiesznie wyglądającego z bogato zdobionym naszyjnikiem
„Dobra, stan obok mnie i wychodzimy” – powiedział rozwijając kartkę i zaczynając czytać jego zawartość
„Ale bełkot” – stwierdziła pod nosem, podsumowując nie mające sensu słowa. Podeszła do Osetha. Czytał szybko a błękitna mgiełka zaczęła materializować się wokół nich, nagle przestał czytać, mgła zniknęła a słone wilgotne powietrze uderzyło w ich twarze.
Stali w lesie dna brzegiem morza.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:




lay & html by pani pandora.




nawigacja




o mnie
dodaj mnie
strona główna


księga


zobacz
zostaw szlaczek


archiwum


2009
listopad (1)




ulubieni





linki





szablon

picture
html
lay
owner
out!